Świadkowie Bożego Miłosierdzia

Świadectwo Anny Dąmbskiej

Licznik
Lipiec 2018
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
  • DEON
  • Listy o miłości - PS
- Leszek
Amar Pelos Dois

W tym roku w konkursie piosenki Eurowizji piosenką, która wygrała ten konkurs, była piosenka Luisy Sobral zatytułowana "Amar Pelos Dois", a którą wykonywał jej brat Salvador. Jest to przepiękna piosenka z bardzo ładnym tekstem o miłości. Starałem się możliwie wiernie zachować ten tekst tak, by moja wersja ani na jotę nie zmieniała treści oryginału. I mam nadzieję, że to mi się udało. Ba, nawet dopisywałem własne nuty, byle wyśpiewać ten tekst. Sam nie mam tak wysokiego głosu, jak Salvador Sobral, więc pod tym względem moja wersja może się wydawać absolutnie różna - tu oryginału nawet nie starałem się naśladować. Ale… [...]

- Leszek
Jakich słów boi się Maria Kołodziejczyk?

Maria Kołodziejczyk na swoim blogu zamieściła sympatyczny reportaż od oo kamedułów z krakowskich Bielan. Przyznam jednak, że zadziwiły mnie pewne komentarze:Maria Kołodziejczyk5 maja 2017 09:55Droga Olimpio znasz przecież moje zdanie jeśli chodzi o sprawy teologiczne.Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie chciałam jednak w tym poście zamieszczać kwestii dogmatycznych i rozwijać tematu życia klasztornego. Myślę, że jest dość szerokie pojęcie i warto o nim wspomnieć w odrębnym poście.Tak jak napisałaś - człowiek nie jest przecież machiną, która np. je na zawołanie, modli się na zawołanie itp.Prawdziwe chrześcijaństwo nie powinno polegać na wykluczaniu się z życia społecznego, lecz powinno być świadectwem… [...]

Obrońcą naszym jest Chrystus

Teraz może przekażę ci moją relację, bo wiem, że jest ona potrzebna dla zamknięcia tematu. Nie obawiaj się, nie będzie żadnych tłumaczeń się ani wykrętów. Gdybym nie uznała oceny moich win za słuszną, za prawdę o sobie, nie mogłabym odejść od nich, od ich przeżywania przez tych, którym sprawiłam ból. Lecz nie jest możliwe zaprzeczać Prawdzie.

Bo my na sądzie osobistym nie jesteśmy oskarżonymi ani obrońcami: obrońcą naszym jest Chrystus, a oskarżają nas fakty, całe nasze życie. My jesteśmy sędziami — siebie. Obiektywnymi sędziami, bo w świetle Bożym nie może ostać się stronniczość, fałsz, zakłamanie. Od stopnia naszego samozakłamania zależy, jak straszliwy ukazuje się nam nasz prawdziwy obraz.

Jaki jest prawdziwy?

Prawdziwy jest tylko jeden — ujawniający miłość w nas lub jej brak. Miłość jest obecnością Boga w nas, bo Bóg jest Miłością. Absolutny brak miłości, zabicie jej w sobie jest skazaniem się na istnienie poza Bogiem, na wieczność piekła. Nie ma tu nic do rzeczy wyznanie, rasa czy cywilizacja, w której żyliśmy. W każdej można rozwinąć w sobie podobieństwo Boże — zdolność do miłości — lub zabić je. Jeżeli zaś kochamy, to to, co nas otacza: świat, przyrodę, wiedzę, sztukę, ludzi, a nie to, do czego nie mamy dostępu, o czym nie wiemy, czego i kogo nie znamy. (Dlatego Pan nasz nie spodziewa się miłości do siebie od tych, którzy są ateistami z wychowania lub nigdy o Bogu nie słyszeli. Wrócę do tego jeszcze.)

Jednakże każdy dar Boży jest „talentem” pożyczonym nam, który mamy obowiązek podwoić, bo liczy się tylko to, co my z nim zrobiliśmy, nasze starania, wysiłek, trud, praca. Sam dar nie jest nasz, jest nam darmo dany, z miłości, i dlatego służyć ma miłowaniu, a więc dalszemu darzeniu, udzielaniu go sobie wzajemnie, powielaniu. Wszystko, co otrzymaliśmy, aby zatrzymać sobie, czyli wykorzystać dla uzyskania dla siebie tego, co pożądamy (władzy, sławy, znaczenia, uznania, powodzenia, bogactwa itd.), jest sprzeniewierzeniem nie swojego majątku (talentu). Jest kradzieżą, nadużyciem miłości Boga. On daje nam różne dary, abyśmy się nimi dzielili i wspomagali wzajemnie. Jednakże lwia część ludzkości wciąż kradnie je Bogu i marnotrawi, tu zaś liczy się tylko to, co zdołaliśmy rozdać, udzielić bliźnim, jako i nam udzielono: hojnie, z miłością i jak najwięcej — każdemu, z kim Bóg nas spotyka. Bo Pan nie każe nam szukać daleko; daje nam otoczenie, w którym mamy żyć: kraj, miasto, bliźnich i uzdolnienia, wedle których mamy działać, przez nie i w nich — darzyć. Im mniej możliwości, tym mniejsza odpowiedzialność wobec Boga, im więcej otrzymaliśmy, tym więcej plonu powinniśmy Mu przynosić.

Po pierwsze zwrócę uwagę na następujące zdania: Bo my na sądzie osobistym nie jesteśmy oskarżonymi ani obrońcami: obrońcą naszym jest Chrystus, a oskarżają nas fakty, całe nasze życie. My jesteśmy sędziami — siebie. Obiektywnymi sędziami, bo w świetle Bożym nie może ostać się stronniczość, fałsz, zakłamanie. Wielokrotnie na to zwracałem uwagę, że naszym problemem tu na ziemi jest to, że jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym – sami nazywamy dobrem to, co nam odpowiada, byśmy to uważali za dobro; tymczasem będąc już po tamtej stronie, opadają z naszych oczu łuski, którymi zakrywaliśmy Prawdę. Jeszcze tu na ziemi jesteśmy skłonni wybielać siebie, a tam stajemy w Prawdzie. I świadomie piszę to z wielkiej litery, bo patrzymy już na wszystko tak, jak On. I to dlatego sami stajemy się dla siebie sędziami.

Ale, co ważne, obrońcą naszym jest Chrystus, bo odkrywając prawdę o sobie, zapominamy już o tym, kim byliśmy wcześniej. On nas broni, bo On nas zna lepiej, niż my sami.  

I druga myśl – Nie ma tu nic do rzeczy wyznanie, rasa czy cywilizacja, w której żyliśmy. W każdej można rozwinąć w sobie podobieństwo Boże — zdolność do miłości — lub zabić je. To wielkie szczęcie, że należymy do Kościoła, że korzystamy z sakramentów, jakich on nam udziela – jest nam po prostu łatwiej, bo wszystko rozumiemy, wszystko dostajemy, jak na tacy… Ale być może Pan wybrał dla nas to wyznanie, to miejsce, bo gdzie indziej moglibyśmy sobie nie dać rady?

I wreszcie trzecia myśl – każdy dar Boży jest „talentem” pożyczonym nam, który mamy obowiązek podwoić, bo liczy się tylko to, co my z nim zrobiliśmy, nasze starania, wysiłek, trud, praca. Sam dar nie jest nasz, jest nam darmo dany, z miłości, i dlatego służyć ma miłowaniu, a więc dalszemu darzeniu, udzielaniu go sobie wzajemnie, powielaniu.