Świadkowie Bożego Miłosierdzia

Świadectwo Anny Dąmbskiej

Licznik
październik 2022
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
  • DEON
  • Listy o miłości - PS
- Leszek
Amar Pelos Dois

W tym roku w konkursie piosenki Eurowizji piosenką, która wygrała ten konkurs, była piosenka Luisy Sobral zatytułowana "Amar Pelos Dois", a którą wykonywał jej brat Salvador. Jest to przepiękna piosenka z bardzo ładnym tekstem o miłości. Starałem się możliwie wiernie zachować ten tekst tak, by moja wersja ani na jotę nie zmieniała treści oryginału. I mam nadzieję, że to mi się udało. Ba, nawet dopisywałem własne nuty, byle wyśpiewać ten tekst. Sam nie mam tak wysokiego głosu, jak Salvador Sobral, więc pod tym względem moja wersja może się wydawać absolutnie różna - tu oryginału nawet nie starałem się naśladować. Ale… [...]

- Leszek
Jakich słów boi się Maria Kołodziejczyk?

Maria Kołodziejczyk na swoim blogu zamieściła sympatyczny reportaż od oo kamedułów z krakowskich Bielan. Przyznam jednak, że zadziwiły mnie pewne komentarze:Maria Kołodziejczyk5 maja 2017 09:55Droga Olimpio znasz przecież moje zdanie jeśli chodzi o sprawy teologiczne.Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie chciałam jednak w tym poście zamieszczać kwestii dogmatycznych i rozwijać tematu życia klasztornego. Myślę, że jest dość szerokie pojęcie i warto o nim wspomnieć w odrębnym poście.Tak jak napisałaś - człowiek nie jest przecież machiną, która np. je na zawołanie, modli się na zawołanie itp.Prawdziwe chrześcijaństwo nie powinno polegać na wykluczaniu się z życia społecznego, lecz powinno być świadectwem… [...]

Bartek

Bohaterstwo

Bohaterstwo, to po prostu wierność swojej służbie w najtrudniejszych sytuacjach, wierność sobie i zdolność do odrzucenia siebie, gdy sytuacja ogólna tego wymaga. To jest po prostu sprawdzian naszej ofiarności. Mówię o tzw. prawdziwym bohaterstwie, bo istnieje wiele sytuacji, w których postępuje się odruchowo, wedle swoich predyspozycji psychicznych, co inni mogą uznać za coś nadzwyczajnego, sądząc że nie byliby sami do podobnych czynów zdolni. Jeżeli człowiek znajduje się w sytuacji takiej, że musi albo obstawać przy swoich zasadach (swoim wyborze), albo dać się siłą zmusić do ich złamania, istnieje tylko jedno wyjście — nie dać się złamać bez względu na cenę oporu. Jeżeli się ustąpi pod presją, znaczy to, że taki człowiek za mało kochał swoje ideały, a zanadto siebie. Czasem jest to kwestia odporności fizycznej (ale zawsze wówczas Bóg daje siły, tak że jednak jest zwykle ustępstwo). Co do presji psychicznej przy użyciu środków chemicznych czy innych mających wpływ na świadomość człowieka, sytuacja jest inna — nie można wydawać sądów. Ale tu każdy z nas wie, co mógł, a czego nie mógł wytrzymać. Zna się prawdę.
Serdecznie dziękuję panu, panie Bogdanie. Dał pan świadectwo temu, jak wychowywano w polskim wojsku oficerów i jak oni sami stawali się przykładem dla swoich żołnierzy.

Przyjaźń

Przyjaźń jest to towarzyszenie sobie we wspólnej służbie. Towarzyszenie nie obojętne, a braterskie, a więc polegające na wspieraniu się w razie potrzeby, na wymianie doświadczeń, a więc wzbogacaniu się i strzeżeniu się wzajemnym przed zagrożeniem.
Jakim?
Bywa zagrożenie fizyczne, jak w czasie wojny, a zawsze jest zagrożenie przez uchybienie sobie, przez własne błędy i ułomności — tu pomoc jest specjalnie potrzebna.
Przyjaźń jest wyborem towarzyszy drogi nie po to, aby brać, ale aby dzielić się celem budowania wspólnoty duchowej służącej lepiej, sprawniej i z większą energią, a więc i skutecznością, wybranemu celowi. Tak się to widzi od nas.
Pamiętaj, że my należymy do was, a wy dzielicie się z nami. Jesteśmy razem w wielkiej, wspaniałej Wspólnocie Polskiej, służącej z całej mocy i serca planom Jezusa Chrystusa (stąd możliwa jest taka łączność). Przed Miłością ustępują wszystkie inne prawa, najprędzej „fizyczne”. Mówię o miłości Boga, o Nim samym w Jego działaniu. Dlatego, skoro my — stąd służymy Jemu, a wy — z ziemi odpowiadacie nam pragnieniem włączenia się — powstaje łączność. Przypuszczam, że rozumiesz Mnie.
Tak.

Honor

Honor

Jest powiedzenie: „Bóg mi powierzył honor Polaków i Jemu go tylko oddam”. Co to jest honor w polskim rozumieniu tego słowa, to ci już podała twoja Matka; ja tylko uzupełniam.
Bóg, stwarzając nas, dał nam godność najwyższą — dzieci Bożych, a więc istot wolnych, zdolnych do samodzielnego wyboru i potrafiących temu, co wybierają, oddać się z całkowitym samozaparciem. Zezwolił nam poszukiwać dróg ku sobie, a dał ich niesłychanie wiele. Życie jest okresem poszukiwań, uczynienia wyboru i utwierdzania go w próbach. Nie każdy je umie wykorzystać, ale ci, którzy pragnęli „uczyć się”, zdobyli dojrzałość. Wojna była straszliwym egzaminatorem. Sama wiesz, ilu z nas poległo, ale zwycięsko, bo potwierdzając swoją, zrozumianą najgłębiej, godność istoty wolnej, której prawem jest własny wybór swojej służby, swojej miłości. Ginęliśmy walcząc o prawo kochania i służenia temu i tylko temu, cośmy uznali sami za miłości godne!
Honor Polaka jest uznaniem prawa do szacunku dla godności ludzkiej (każdego, nie tylko Polaków), szacunku dla prawa do wolności wyboru, prawa do pełnienia służby, do dawania obrony i opieki, niesienia ładu i miłosierdzia, a także prawa wszystkich ludzi do szukania własnych dróg.
Widzisz, w naszym pojęciu honoru odbija się cześć dla praw Bożych nadanych ludzkości. Dlatego nie gubimy się idąc z tym kompasem.

Miłość, przyjaźń, honor, bohaterstwo

Zawsze najpierw cytuję tekst, a później go komentuję. Jednak po tych burzach, które przeszły najpierw na blogu s. Małgorzaty, a potem na moim blogu po tym, co pisałem o Powstaniu Warszawskim, tym razem w ogóle nie będzie mojego komentarza. Chcę tylko zaznaczyć, że nie jest to specjalnie dobrany tekst, lecz po prostu kolejny fragment następujący bezpośrednio po ostatnio cytowanym:

16 II 1970 r. Bartek pośredniczy w rozmowie z Bogdanem, przyjacielem Marka, oficerem zawodowym WP, skoczkiem cichociemnym, zamordowanym w więzieniu gestapo podczas jednej z akcji „ Wachlarza”. Wiele mi o nim mówiono. Ze względu na jego postawę moralną i patriotyczną miałam do niego zaufanie, więc zapytałam go o to, co mnie interesowało. Mówi Bogdan (za pośrednictwem Bartka).


— Jak ja bym zdefiniował „miłość”, „przyjaźń” i „bohaterstwo”? To trudno określić. My tu wiemy jasno, ale postaram się.

Miłość

Miłością jest odpowiedź człowieka na wezwanie skierowane przez Boga do niego. Bóg zna swoje „twory” — lepiej może „dzieci” — i wezwanie swoje ubiera w najzrozumialsze dla każdego z nas szaty. Jednak zawsze zadaje to pytanie: „Czy zechcesz służyć dobrowolnie i z całego serca temu, coś uznał za godne miłości?”

Dla nas zawierało się to w pojęciu „Ojczyzna”. Służąc Jej wyrabialiśmy w sobie stałą gotowość, sprawność fizyczną i umysłową, ofiarność, rzetelność, uczciwość, obowiązkowość, narastało w nas poczucie sprawiedliwości i szacunek dla godności ludzkiej, rozwijały się zdolności wychowawcze…
— Chyba pedagogiczne?
— Nie, nie pedagogiczne, gdyż mieliśmy świadczyć sami przykładem — inaczej nic nie moglibyśmy zdziałać (mówię o wychowywaniu nas, a potem przez nas — innych w Wojsku Polskim). Czuliśmy się zobowiązani do zachowywania postawy służebnej, służenia sobą samym — to dobrze chroniło od egoizmu — i wtedy, gdy nadszedł czas wojny, czas sprawdzenia nas samych, ci, którzy w pełni zrozumieli, czym jest służba Narodowi, byli zdolni do spotkania się z wrogiem (mówię nie o spotkaniu fizycznym z nieprzyjacielem, a o zdolności rezygnacji z własnego życia osobistego, z wygody, kariery, poklasku), no i mogli stawić czoło najgorszemu naciskowi w najgorszej sytuacji, a więc bez broni i samotnie, tak jak to zdarzyło się nam w więzieniu i jemu (Bogdan mówi o Bartku) — wielekroć. Nie myśleliśmy wiele o Bogu, ale istniało w nas poczucie pewności, że postępujemy właściwie, a to wszystko było właśnie naszą odpowiedzią.
Miłość człowieka, to postawa frontem do służby, to usilne, stałe, możliwie piękne i czynione z całego serca wypełnianie swych obowiązków — tych, które się samemu podjęło pełnić.

Jesteśmy w pełni sobą

Widzisz, nikt z nas nie jest „nasz”, „mój” w znaczeniu posiadania go. Dziecko najbardziej kochającej matki nie jest nigdy jej „własne”. Indywidualność każdego z ludzi, to pancerz; nie da się przeniknąć. Chwilami najbardziej kochającym się ludziom, wyjątkowym parom małżeńskim wydawać się może, że tak jest, ale to złudzenie. Tylko On przenika nas jak światło szklankę z wodą, tym bardziej, im woda jest czystsza. Dla światła szkło nie jest przeszkodą. Dopiero tu nie ma „szklanych” przegród. Jesteśmy w jednym oceanie, ale jesteśmy też w pełni sobą, dlatego porównanie jest fałszywe. Prawdą jest tylko to, że Jego nieskończona Istota i nasze miliony bytów skończonych mają tę samą „materię duchową”. Z Niego jesteśmy cali i tylko z Niego! Tu odpada wszystko, co nie jest z Niego, ale jest też wspaniała, cudowna pełnia nas. Tak trudno to przekazać ci.

Zastanawiałem się, w którym miejscu przerwać cytowanie tego tekstu (to oczywiście jest wypowiedź Bartka adresowana do Anny). Tekst jest pełen paradoksów. Zaczyna się od oczywistego stwierdzenia, że nikt z nas nie jest „nasz”, „mój” w znaczeniu posiadania go. A więc jakby nade wszystko od podkreślenia wolności każdego człowieka – ta wolność gwarantuje nam, że nie dajemy się uprzedmiotowić. Ale chwilę po tym przechodzi do odrębności osób – nawet odczuwana w znakomitych związkach jedność, jest tylko pozorem! I stąd to podkreślenie granic, jakie między ludźmi zawsze są. Każdy z nas jest szklanką wody – a więc każdy z nas posiada twarde i nieprzenikalne ściany, oddzielające nas od innych. I tu kolejna wolta – czytamy o tym, że te twarde ściany doskonale przenika światło (a właściwie powinienem był napisać Światło). Jesteśmy w jednym oceanie, ale każdy jest odrębnym, wolnym człowiekiem.
Wszystko jednak zmierza do najważniejszego zdania, że zarówno On, jak i każdy z nas, posiada tę samą „materię duchową”. Z Niego jesteśmy cali i tylko z Niego! Tu odpada wszystko, co nie jest z Niego. Jeszcze raz podkreślam – odpada!  My stajemy się naprawdę sobą, gdy pozwolimy, by odpadło z nas to, co nie jest z Niego.

Tu nie można kochać „głupio”

Zrozum, że tu nie można kochać „głupio”. To nie znaczy, że życzymy wam „źle”. Cieszymy się z waszych radości i współczujemy wam, gdy cierpicie, ale nie o to chodzi. Zrozum… dam ci przykład. Gdyby moja matka wiedząc dobrze, jak będę w partyzantce marzł, głodował, bał się nieraz, a jak rzadko będę szczęśliwy (w najbanalniejszym tego słowa znaczeniu), i mając władzę zatrzymała mnie w domu, źle by uczyniła, ponieważ pozbawiłaby mnie wartości o wiele większych: poczucia słuszności i dumy, że służę temu, co kocham, i to służę aż tak, że decyduję się głodować, marznąć na co dzień, a ryzykować życiem — często. (…) I to jest moją całą dumą — tu, na całą wieczność — podczas gdy wygody ciała, aczkolwiek ich pragnąłem, nie znaczą nic; chyba że ułatwiają służbę, ale tak rzadko bywa, o wiele częściej człowiek traci hart i rozpęd. (…)
Robię wszystko, co mogę, żeby ci pracę ułatwić, pomagam ci. O taką pomoc — w pracy dla Niego — może prosić każdy i każdy ją otrzyma. Mówię o nas. Pomoc nasza — to współpraca nad kontynuacją realizowania przez was naszych wspólnych pragnień. Pomoc Jego — to zjednoczenie was z Nim. Przepojenie was Jego miłością i Jego siłą, udoskonalanie każdego człowieka w nim samym, to jednoczenie się Jego nieskończoności z ludzką, zamkniętą w sobie małością. Takie zbliżenie pomiędzy nami będzie możliwe dopiero w Jego domu, poprzez Niego i w Nim.
Coś w tym musiało być, że akurat teraz, gdy zakończyłem prowadzenie swojego głównego bloga, w Świadkach przypadał ten właśnie rozdział. I to na dodatek w czasie świąt. Może więc te końcowe zdania Pomoc Jego — to zjednoczenie was z Nim. Przepojenie was Jego miłością i Jego siłą, udoskonalanie każdego człowieka w nim samym, to jednoczenie się Jego nieskończoności z ludzką, zamkniętą w sobie małością powinny być dla nas wszystkich życzeniami na ten rok…

Tu nikt aureoli nie nosi

— Tu nikt aureoli nie nosi, a poziom rozwoju wewnętrznego, czyli stopień czystej Miłości Boga w człowieku, przejawia się jako energia, siła, blask, szczęście, wszystko ra- zem.

A tu na ziemi czasami odnoszę wrażenie, że nie widać już nic poza aureolą..

Śmierć. Sens życia (2)

Mówi Bartek.
Właśnie na tym polega cała rzecz, żeby zawierzyć Bogu, skoro sam przyszedł i dał świadectwo — sobą. Ale my, ludzkość, chcielibyśmy uwierzyć nie Bogu, a sobie. A przecież jeśli własnymi zmysłami nie możemy ocenić nawet świata ziemskiego, jak oczyma — biegu atomów, a rękoma — ich ciężaru, tym bardziej nie możemy poznać świata duchowego. Po prostu jest za subtelny. Istnieje, ale to my jesteśmy zbyt prymitywni, aby móc Go rozpoznać, póki żyjemy. Nie On jest „mało realny”, ale my, ludzie, jesteśmy „gruboskórni” jak dinozaury. Owszem, mamy umysł, mamy środki przekazu, mamy logiczne sprawdziany, mamy sumienie, które nam mówi, i to jakże wyraźnie, co i jak, ale chcielibyśmy ten świat „mieć”, „widzieć”, „dotykać”, zanurzyć się weń, a wtedy dopiero… „raczyć przyjąć”. No to po co byłoby życie na ziemi takie właśnie, które jest próbą naszej wiary, naszego zaufania, naszej dojrzałości do „tamtego świata”? Jak moglibyśmy tu (w niebie) istnieć, nic nie rozumiejąc, nic nie zdecydowawszy, niczego nie wybrawszy? Właśnie życiem mamy dać odpowiedź, czy pragniemy rozwoju w nas dobra. I do jakiego stopnia pragniemy: czy trochę tylko, czy pomimo wszystko? I co w ogóle uznajemy za dobro? Trzeba wybrać i dążyć, po prostu coś pokochać i dążyć do zjednoczenia się ze swoją miłością, iść ku niej. Tu dojrzewamy, ale wybór, wybór jest wasz, póki żyjecie i tylko wtedy! Całym życiem „uzdalniacie się” jak gdyby do przyjęcia naszego sposobu istnienia lub szykujecie sobie niemożność istnienia „w Bogu”. Pamiętaj, że tęsknota, pragnienie sprawiedliwości i dobroci jest wzywaniem Boga, a opowiedzenie się za prawem do sprawiedliwości, prawem do wolności wyboru, prawem do uszanowania godności ludzkiej w człowieku jest opowiedzeniem się za Dawcą praw. Czciliśmy Go nie poznając Jego samego pod zasłonami praw, ale za nie byliśmy gotowi na śmierć. Ot, cała tajemnica „polskiej drogi”. Mamy na niej bardzo wielu męczenników, a warunki umierania bardzo skutecznie zastępowały „czyściec”.

Szczególną uwagę zwracam na te dwa zdania:
Tu dojrzewamy, ale wybór, wybór jest wasz, póki żyjecie i tylko wtedy! Całym życiem „uzdalniacie się” jak gdyby do przyjęcia naszego sposobu istnienia lub szykujecie sobie niemożność istnienia „w Bogu”.
Czyściec jest po to, by mogła w pełni dojrzeć nasza miłość, ale ostateczny podział za zbawionych i potępionych następuje w chwili śmierci – to wtedy wybieramy Boga, lub Go odrzucamy, a wybierzemy, lub odrzucimy zależnie od tego jakie były nasze pragnienia za życia.


Śmierć. Sens życia (1)

Mówi Bartek.
— Cieszymy się widząc, że nas rozumiesz i słyszysz. To tak, jak pośród mnóstwa głuchych ludzi trafić na tego jednego, z którym można się porozumieć, a przez niego z resztą. (…) Trudno, żeby wszyscy, przecież to jest właśnie rozdział, oddzielenie; to jest prawdziwy skutek śmierci, bo ona jako taka nic dla nas nie znaczy, lecz odcina nas od siebie, czasem strasznie gwałtownie, odłącza od wspólnego działania, „wyłącza z obiegu”. Dla was jest to nagłe opustoszenie, ubytek towarzyszy pracy czy walki, poczucie tęsknoty, smutku, ciężaru, a dla tych co odchodzą — żal za nie wykonanym zadaniem, odczucie waszego smutku i bezradność z powodu niemożności porozumienia się, ale także wkraczanie w inny świat, nowy i poczucie własnej nieśmiertelności. Widzisz, ono jest radością, niespodzianką na miarę Boga, ale przecież my o tym wiemy, przez całe życie słyszymy i… nie bierzemy pod uwagę. Ta świadomość, że się zlekceważyło najważniejsze dla nas sprawy, przygnębia — jak inaczej każdy z nas żyłby, gdyby mógł żyć jeszcze raz, zachowując świadomość naszego świata.
Do tej pory Bartek podkreślał, że to życie po tamtej stronie jest kontynuacją naszego życia tu na ziemi. Podkreślał więc to, co zapewne dla niego samego było największym zaskoczeniem, podkreślał to, co najbardziej odbiega od stereotypowych wyobrażeń. Dziś podkreśla jednak to, co w naszych wyobrażeniach właśnie funkcjonuje – rozdział, oddzielenie; to jest prawdziwy skutek śmierci.
To rzeczywiście musi być bardzo trudne – znać sens życia, rozumieć znacznie więcej, niż najmądrzejszy człowiek spośród żyjących, współ-odczuwać z każdą bliska osobą pozostawioną tu na ziemi, a jednocześnie nie móc tego przekazać tym osobom. Cieszymy się widząc, że nas rozumiesz i słyszysz. To tak, jak pośród mnóstwa głuchych ludzi trafić na tego jednego, z którym można się porozumieć, a przez niego z resztą – te słowa przemówiły do mnie najsilniej.
Pamiętajmy – to również od nas zależy, czy jesteśmy głusi…


Dojrzałość

— Kto jest dojrzałym człowiekiem, ten zdolny jest do współczucia, zrozumienia. W dojrzałości człowieka przejawia się opiekuńczość, spieszenie z pomocą.
To je po prostu odruch, a nie zastanawianie się – pomóc, czy nie pomóc. Dlatego mówimy spieszenie z pomocą.